środa, 13 lipca 2016

Prowadzi gwiazda
Prowadzi gwiozda górą, doliną 

po niebie chmury złociste płyną 

pastuskowie poklynkali, 

gwołtu, rety zawołali, 

przed szopką, przed szopką. 


Baranek główke do góry wznosi 

i chwałę Panu becyniem głosi

wół i łosioł się skumali, 

parą bedom łogrzewali,

 Jezusa, Jezusa. 

To ci nowina, w stajni Dzieciątko

Na sianie lezy jako jagniątko, 

pieluskami Go przykryła Panna Maria,

Matka, kołyse.

 Nie było miyjsca w mieście godnego, 

by gościć Dziecie, Syna Bożego

 Świynty Józef strugoł żłobek,

 w darze podoł mlyka skobek 

Małymu, Małymu.

 Maryja tuli do swego łona,

 miłością Jezus złą śmierć pokona,

anioł z nieba asystuje,

z pastuskami kolynduje

śpij słodko, śpij słodko.

czwartek, 16 czerwca 2016

Janie Pawle ukochany


Janie Pawle ukochany,

Chlubo Polski i Polaków,

Wielbią Ciebie Wadowice,

Dumny jest z Papieża Kraków.


Tyś Ojczyzny synem wiernym

Z Tobą Bóg jest Miłosierny

Z Tobą ,

z Tobą Bóg

 

Twoją Matką jest MaryjaCzęstochowska i Fatimska

Oddał Cię Jej własny ojciec

I  rodzona matka ziemska


Tyś Ojczyzny synem wiernym

Z Tobą Bóg jest Miłosierny

Z Tobą ,

z Tobą Bóg


Janie Pawle nasz Strażniku Jezusowej , szczerej wiary,

Nauczyłeś nas  miłościwciąż prawdziwej ucz ofiary


Tyś Ojczyzny synem wiernym

Z Tobą Bóg jest Miłosierny

Z Tobą ,

z Tobą Bóg


Namiestniku Piotra Wielki

Niech Ci będzie wieczna chwała,

Ukochany nasz Rodaku,

Ciebie sławi Ziemia cała.


Tyś Ojczyzny synem wiernym

Z Tobą Bóg jest Miłosierny

Z Tobą ,

z Tobą Bóg

środa, 15 czerwca 2016

 Obraz Jagody Barteczko "Jan Paweł II- ŚWIĘTY"

 

Papież Polak był z Wadowic, o tym wie świat cały,

Kochał Tatry, stary Kraków, Watykan Wspaniały.

Przyjaciela miał od serca, Klugera Jerzego,

W jednej  ławce siedział z Jurkiem, tam czekał na niego.

Usiądź ze mną  i ty dziś

Otwórz serce swoje. 


Karol bywał często w domu u Jurka Klugera

Ten powierzał mu sekrety , drzwi chętnie otwierał,

Wiele planów wspólnie snuli i w hokeja grali,

Zimą chętnie z gór śniegowych na nartach zjeżdżali.

Usiądź ze mną  i ty dziś

Otwórz serce swoje.


Po wyborze na  Piotrową stolicę zaprosił 

Przyjaciela, który radość w jego serce wnosił,

W Wadowicach Jerzy czytał listy od papieża

Przy tablicy Żydów polskich  z przyjaźni się zwierzał.

Usiądź ze mną  i ty dziś

Otwórz serce swoje.


Jerzy służył papieżowi wszechstronną pomocą,

Na audiencjach w Rzymie bywał ,

wszyscy wiemy po co,

Chciał pojednać ważne kraje jemu sercu bliskie

Bo Izrael oraz Polskę łączył swym uściskiem

Usiądź ze mną  i ty dziś

Otwórz serce swoje.


Papież ochrzcił wnuczkę Jurka ze łzami na twarzy,

Przecież wiedział, że przyjaciel o tym w duchu marzył,

Tak splatały się ich losy, Bóg jednoczył dusze, 

Obaj Bogu dziękowali, modlili się w skrusze.

Usiądź ze mną  i ty dziś

Otwórz serce swoje. 


Niech rozbrzmiewa pieśń przyjaźni między narodami,

Która wleje w lud nadzieję , pojedna z wrogami,

Niechaj miłość  nas zjednoczy u tronu Bożego,

Byśmy byli godni spotkać Papieża naszego.

Usiądź ze mną  i ty dziś

Otwórz serce swoje.

 

wtorek, 24 maja 2016

Janie Pawle , nasz Rodaku ,

Tyś największy wzór Polaków ,

wciąż w Ojczyźnie jesteś żywy ,

choć oglądasz tron prawdziwy .

Tyś Królowej swej zawierzył

i nasz naród Jej powierzył .

 

Bracie kochany , przez Boga nam dany ,

dzięki za troskę i za wolność Polski .

Ty prowadź nas w ten trudny czas

swą ścieżką do Boga , Ty prowadź nas .

 

Ty młodzieży przewodnikiem ,

chorych z Bogiem pośrednikiem ,

nauczyłeś nas cierpienia ,

przez nie droga do zbawienia .

Chcemy Ciebie naśladować

 i Matkę Bożą miłować .

 

Bracie kochany przez Boga nam dany,

dzięki za troskę i za wolność Polski,

Ty prowadx nas w ten trudny czas

swą ścieżką do Boga, Ty prowadź nas.

 

Tobie księga się zamknęła,

ale młodzież ją podjęła,

czytać dzisiaj obiecuje,

za drogowskaz Ci dziękuje.

Twe oblicze pamiętamy

i za Tobą podążamy.

 

Bracie kochany, przez Boga nam dany,

dzięki za troskę i za wolność Polski.

Ty prowadź nas w ten trudny czas

swą ścieżką do Boga, Ty prowadź nas.

poniedziałek, 23 maja 2016

 

Obraz Matki Bożej Makowskiej .

Kie słonecko wstaje raniutko w niedziele

i dzwony na wieży zadzwonią w kościele,

Organista pryndko do organów śpiesy,

by zagrać Maryi - to go bardzo ciesy.

A gro tak przepiyknie, ze w dusy leciutko,

jesce piyknij śpiywo, przyglondo sie nutkom.

Jezusie, Maryjo, kaj lepso muzyka,

jak u nos w Makowie?

Ni ma takij nika.

W Imie Ojca, Syna i Ducha Świyntego,

już muzyke słychać, widać Ryszawego,

jo sie przezegnała, bo Msza Świynto bedzie,

Organista zagroł, ksiądz przed ołtorz idzie.

Serca sie radujom kie organy grajom

i ludziska głośno z nimi zaśpiywajom.

O Makowsko Pani cies sie razem z nami,

z nasym Organistą, z jego organami.

Stefania Małysa 

sobota, 12 marca 2016

 

 Fot.K@zia

Stefania Małysa: 
Wspólny stół

Pamiynciom siyngom do casów
wspólnego jodła przy stole
a potym syćka my pośli
 na pół dnia roboty w pole.
Pszynicka piykno wyrosła,
tata jom kosom skosili,
mama z nie chlebuś upiekli,
 na stole go połozyli.
Pochniało w kuchni i w izbie,
przezegnać chlyb  potrza było
i siednąć wspólnie przy stole.
Spozywać tyz było miło.
E, kieby tyn stół mioł gymbe,
niejedno dzisiok by pedzioł,
 co kładli mama na niego
i kto tyz przy nim tam siedzioł.
Głodny łod stołu nik nie sed,
bo ni mioł takiego prawa,
musioł sie najeść do syta,
była tyz bieluśko kawa.
Stół był gościnny az nadto,
 serce i duse doł gościom,
któryk mu Pon Bóg posyłoł.
Łoni witali z radościom.
„Gość w dom to Bóg w dom”- godali,
 choć wcale nie byli bogaci,
z biydnymi sie zawse dzielili.
Niek im Nojwyzsy zapłaci.
Tyn stół co stoi pod łoknym
 choć jes niewielkik rozmiarów
dlo tyk co przy nim siodujom
po dziś dziyń pełyn jes darów     

Stefania Małysa.     

sobota, 05 marca 2016

 

 Stefania Małysa: Dzień Kobiet             8 marca 2013


Pisano różnie o kobiecie 
i nie przebierano w słowach
a ja wam mówię, że przecie
kobieta jest ciągle morowa.

Mężczyźni dobrze to wiedzą 
choć czasem udają ważnych,
bez kobiet zaś nie umieją 
decyzji podjąć poważnych.

Kobiety mają coś z raju, 
czym mężczyzn ciągną do siebie
i bez nich żaden mężczyzna
nie byłby na ziemi w niebie.


                                 S. Małysa

Tagi: serce
10:14, 2009sara46 , poezje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 marca 2016

Pamięć o „ WYKLĘTYCH” 


Nie zginie NARÓD , gdy pamięć zachowa

A krew przelana na zawsze nie wsiąka

Nie zdoła zabić wróg ducha NARODU,

Który pamięta o ciężkich udrękach.

Bóg Miłosierny nad NARODEM czuwa

 I na wyżyny sprawiedliwych wznosi,

Ten otrzymuje moc łask od Jezusa,

Który pokornie i szczerze Go prosi.

Dlatego dzisiaj, w dniu 1 marca,

Polska przeżywa rocznicę „ wyklętych”,

Tych, którzy życie oddali za swój kraj,

Ich dusze rosną pośród sosen giętych.

Proszę dziś Boga w imieniu mych BRACI,

By wolność Polski dla nich nam zachował,

By się zlitował nad duszami katów,

Jak swoim katom winy też darował.

Nikt nie przywróci życia zmarłym w chwale ,

Pamięci zabić na szczęście nie może,

Tych którzy żyją by ojczyźnie służyć, 

Wspieraj do końca Miłosierny Boże.

 Dzisiaj „ wyklęci” powstają na nowo

I słyszą salwy armat pokojowych

Trwaj więc w pamięci NARODZIE niezłomnym,

Bądź jak „ wyklęci” niezłomny i zdrowy.
                                         S. Małysa

Tagi: Polska
17:08, 2009sara46 , poezje
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 lutego 2016

                         

 Stefania Małysa: Bozy dar

Co by upiyc chlyb rumiany 
piekorz musi moko mieć, 
rolnik musi zboze zasioć,
 pługiym pole zorać kcieć. 
Orka to ciynzko robota 
skiby pługi ciongnom fes, 
wartko sionie nastympuje 
i skrudlynie, no i jes.
Kiej wyrośnie łan pszynicy
W pole idom zaś rolnicy.
Trza  go skosić i wymłócić, 
w młynie zmielić w dziyzce skłucić.
Kiej wyrośnie z moki ciasto 
ciesy sie i wieś i miasto.
Piekorz piece chlyb w piekarni, 
jedzom ludzie chudzi, śwarni. 
Chlyb to Bozy dar dlo świata
 i za trud Bosko zapłata


   

 Stefania Małysa: Są prawdy.

 
Są prawdy, w które trzeba wierzyć, są chwile, które warto przeżyć,

wejść do miejsc ważnych, próg przekroczyć

usiąść przy stole, spojrzeć w oczy.


Stół wigilijny w cichej chacie, przy którym wszyscy się spotkacie,

 jest takim miejscem wartym chwili,jest ważną chwilą moi mili. 


Dzieciątko Małe  serca wzrusza i lody topi, głaz porusza,

kolęda chwilę rozwesela, Bóg nad człowiekiem się pochyla. 


W dniu owym składam Wam życzenia, zdrowia i szczęścia , powodzenia,

niech Dziecię Boże błogosławi,na pastwę losu nie zostawi.


Niech Was jednoczy w wspólnej sprawie, Polska,    OJCZYZNA   w całej sławie,

gdzie BIEL i CZERWIEŃ łączy siły,ORZEŁ W KORONIE  jest wam miły. 


Są prawdy, w które trzeba wierzyć, są chwile, które warto przeżyć,

wejść do miejsc ważnych, próg przekroczyć, usiąść przy stole, spojrzeć w oczy.


Te oczy wiele  wam powiedzą, o tych  co blisko i za miedzą,

mądrość z nich łatwo jest wyczytać, nie trzeba o nic więcej  pytać. 


W mądrości siła a nie w broni, rakieta niszczy a nie chroni,

a  tylko słaby broń szykuje, bo mądrość wokół siebie czuje.

 
Więc bądźmy razem dla wolności,dla ludzkiej sprawy,dla miłości,

która się rodzi w ciele ludzkim ,

w Betlejem, mieście , Ziemi Judzkiej..

                       S. Małysa.[2016-02-27 17:20:47]

Tagi: Bóg serce
11:48, 2009sara46 , poezje
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 lutego 2016

 

moja kaplicka

na notoniu moim
kaplicka se stoi
w niyj  Panna Maryja
moja niy nicyja.
tu se moge zowdy
kapke polabiydzić,
łezke puścić z łoka
i nic sie niy wstydzić
do Maryji moge
przylgnąć całom dusom
jancykrys mie tutok
za nic niy poruso
latoś jo ubrała
Maryje w kwiotuski
robione z bibuły
w gufrowane wstązki
niek se stoi u mnie
paradno jak dama
łazik tu przystanie
zadziwi i pana
łapserdok sie moze
zadumo nawroci
przezegno sie krzyzym
ciynzkie grzychy sruci
ło ćmoku Maryji
zapoli lampiona
co by z jego dusy
grzychy wartko wziona
ludziska łod wieków
kaplicki budujom
i przy nik dosiela
pociysynie  cujom.

                               S. Małysa

niedziela, 24 stycznia 2016

Papież kochał Wadowice

I kalwaryjskie kaplice ,

Po górach piesze wędrówki .

I słodkie ciastka kremówki .

 

Wadowice , kolebką Karola ,

Tu wszystko zaczęło się przed laty ,

Tu słowa i myśli przeszły w czyny ,

Losami kierował Bóg Jedyny .

Maryja uczyła go miłości ,

Z której wypłynęła mocna wiara ,

Pielgrzymka z Chrystusem była celem ,

W ojczystym zakochał się Kościele .

 

Papież kochał Wadowice

I kalwaryjskie kaplice ,

Po górach piesze wędrówki .

I słodkie ciastka kremówki .

 

Madonna Pasterza wysłuchała

I stała na czele tej owczarni .

Duch Święty swym tchnieniem wciąż pomagał ,

A papież przed wrogiem się nie wzdragał .

Modlitwa w skupieniu Jego siłą ,

Zaszczytem obrona praw człowieka ,

Dekalog życiowym drogowskazem ,

Radością spotkania przed Ołtarzem .

 

Papież kochał Wadowice

I kalwaryjskie kaplice .

Po górach piesze wędrówki .

I słodkie ciastka kremówki .

 

Musicie być silni i odważni ,

z nadzieją i wiarą dając życie .

Nauczał i troszczył się jak ojciec ,

Do serca ludzkiego pragnął dotrzeć .

Pamiętaj i czuwaj przy Maryi ,

Brzmią słowa Papieża i Rodaka ,

Trzymając oburącz krzyż Chrystusa

I milcząc w cierpieniu serca wzruszał .

 

Papież kochał Wadowice

I kalwaryjskie kaplice ,

Po górach piesze wędrówki .

I słodkie ciastka kremówki .

 

Przyszliśmy Kochany ,tu do Ciebie ,

By sławić Twe czyny i wspominać .

życiowych radości w przykazaniach .

Jesteśmy Ci wdzięczni za modlitwy

I chcemy Cię wiernie naśladować .

Pielgrzymka z Papieżem naszym celem ,

Śpiewamy radośnie dziś w Kościele .

 

Papież kochał Wadowice

I kalwaryjskie kaplice ,

Po górach piesze wędrówki .

I słodkie ciastka kremówki .

sobota, 23 stycznia 2016

Posłoł nom Bóg cłowieka , co by naucoł na świecie

łodwiedził zakątki syćkie ka niemoc i biyda gniecie .

Ów cłowiek z Polski pochodził i stoł się gazdą świata ,

kazde stworzenie ludzkie uwazowoł za brata .

Polskie góry ukochoł , pokozoł krase , urode ,

krzyz na Giewoncie wetknoł , ludzkość prosił ło zgode .

Kiej mu skrzypki zagrały "Górolu , cy ci nie zol",

serce rwało się w góre , spoziyroł w strone hol .

Wezwoł ducha świyntego , coby nos wyrwać z niewoli .

Maryja mu pomogła , bo zgadła co go tak straśnie boli .

I zstąpił Duch Świynty z nieba , łodmiynił ziymi łoblice ,

wolność Polsce darował i nie łodprawił z nicym .

Jan Paweł Wielki i Świynty , z Domu Ojca nos widzi ,

pewnie za grzychy narodu swojego teraz się wstydzi  .

A był to cłowiek posłany coby gazdować i ucyć ,

tyn kraj jak nie posłucho , to pewne , co będzie buceć .

czwartek, 21 stycznia 2016

Rozwiń skrzydła ORLE BIAŁY

i ojczyzny naszej strzeż ,

broń wolności i jej chwały ,

proszę w polski naród wierz .

 

Zgromadzeni tu w Makowie

i świadomi skutków burd ,

przy ołtarzu P AŃSKIM PROSIM

O SKUTECZNY ZGODY CUD .

 

Niepotrzebne nam są wojny ,

które sieją grom i zło ,

a dziecięcy sen spokojny

przerywają , burzą dom .

 

Do apelu wstańcie dzisiaj ,

bohaterzy wojen , walk ,

niechaj pamięć żywa będzie

i na wieki niechaj trwa .

 

Ja pamiętam , przyszłam tutaj ,

gdzie krew wsiąkła , życie też ,

i ty nigdy nie zapomnij ,

w naród polski ciągle wierz .

 

Słyszę bicie serca ziemi nad mogiłą babiogórską

ukochałeś ją żołnierzu , bo jest twoją , zawsze polską .

niedziela, 17 stycznia 2016

Legenda

Za górami, za lasami
żył Besk z Kidym, dwaj bliźniacy,
widywali się czasami,
jakże by nie, wszak jednacy.
Twarze mieli takie same,
myśli czasem się zgadzały
a fryzury choć czesane,
jednakowo się czochrały.
Jeden bliźniak był wysoki,
drugi niski, lecz silniejszy,
pierwszy chciał iść w świat szeroki
niższy wolał ten, co bliższy.
Aż pewnego razu obaj
osiedlić się wreszcie chcieli,
wyższy góry upodobał,
drugi czekał do niedzieli.
Leniuchować bardzo lubił,
postanowił więc we wtorek,
że Lackowa jest dla niego,
tam zbuduje sobie dworek.
Był to niski, Kidy, bliźniak,
obrał szczyty niewysokie,
za to z niego wielki ważniak,
bo widoki miał szerokie.
Utworzyli więc Beskidy,
byśmy i my żyli w pełni
odpędzali wszelkie biedy,
cieszyli się z wolnej ziemi.
Obaj się starali pilnie
o dziewczynę, piękną córę
ale ona ich nie chciała ,
pokochała  Babią Górę.
Tam zebrała wszystkie siostry,
które chłopów nie kochały,
by się wzięły do roboty
no i górę usypały.

          S. Małysa

Pilsko

Jo niy godom po próżnicy
co na Pilsku piyknie,
tu sie Polok ze Słowokiym
kapelusym styknie,
sprzekracujom het granice,
scyt jes tutok wolny,
za przykopym se przysiednom,
przygarnąć ik zdolny.
Kiej se dychnom, pódo dalyj
jaz do Korbielowa,
i spoziyrać bedom wkoło ,
niy wydusom słowa.
Dziwować sie bedom straśnie ,
na Beskidy patrzyć,
i przykucną przy źródełko,
wodom coło natrzyć.
Co by napić sie do woli
sił nabrać na nowo
i na drugi rocek Pilsko
łodwiedzić na nowo. Hej!!!
Tak im Boze dej!!.

                                S. Małysa

Na wędrówkach po Beskidzie.

Bywało się na wędrówkach
wszak młodości skrzydła miałam,
usiadałam też i na mrówkach,
gdy szczypały szybko wstałam.
Zaś na szczycie Babiej Góry,
słowo daję,  byłam dumna,
chociaż   gęste były chmury,
wybaczyłam, bom rozumna.

W piersi nieraz dech zaparło,
lecz wędrować nie szło kończyć,
póki serce nie umarło,
duszę z Górą  chciałam złączyć.
Zejście  sztuką było wielką,
by nie potknąć się o kamień,
i za każdą cenę wszelką,
nie położyć się na ramień.

Wędrowało się  wszak w grupie
i o sporach nie myślało,
marzyło  o ciepłej zupie,
z głodu w kiszkach  marsza  grało.
Serce z duszą żyło w zgodzie,
jak i ja z członkami grupy,
bo w naturze i w przyrodzie
nie czas gotowania zupy.

Na Krowiarkach odpoczynek
planowałam  już w pół drogi,
a to taki był przyczynek,
że bolały obie nogi.
Słońce dzielnie wówczas grzało,
to i radość była wszelka,
o jedzenie się nie dbało,
znikła picia wnet butelka.

Pewnie Fredro też by wypił,
gdyby wyszedł na Diabloka,
potem by się nie wygłupił,
biec z powrotem na dyrdoka.
Szkoda jeno że  Cześnika
nie posłał na Babią Górę,
spotkał by tam pewnie dzika,
nie zawracał głowy murem.

Oby wreszcie mury padły,
w kraju w którym miła zgoda,
na wspinaczce  kłótnie siadły,
kiedy trzeba rękę podać.
Bo inaczej wpadniesz w przepaść,
przestaniesz być bohaterem,
więc Polaku kłótni nie paś
bądź człowiekiem z charakterem.

S. Małysa

Tagi: humor
16:43, 2009sara46 , poezje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 stycznia 2016

Stefania Kraus urodziła się w 1946 r. w Wysokiej .

Dwór na Wysokiej http://2009sara46.blox.pl/2013/03/Dwor-na-Wysokiej.html

Uczęszczała do  Liceum Pedagogicznego w Żywcu w latach 1960- 1965r. Mieszkała wraz ze mną w pokoju przez 5 lat . Od tego czasu datuje się nasza przyjaźń .

Pracowała w szkole w Grzechyni i jak wszyscy nauczyciele zaocznie uzupełniała wykształcenie . Tu wyszła za mąż zmieniając nazwisko na Małysa .  Z Grzechynią i Makowem Podhalańskim związana zamieszkaniem tworzyła swoje wiersze przepełnione patriotyzmem , głęboką wiarą w Boga , miłością do dzieci i ludzi , humorem . 

   Wspomnienie z dzieciństwa
Za ścianą mruczały krowy i beczały cielęta
a ja się urodziłam szczęśliwa i uśmiechnięta.
Było to rok po wojnie i ciężkie były czasy.
wioska była spalona i bieda w chałupie naszej.
Tato z mamą od rana do nocy harowali
i swoje dzieci rodzone bardzo, bardzo kochali.
Odkąd pamiętam co nieco zgoda tu panowała
a zaraz rano o świcie mama godzinki śpiewała.
Z Bogiem dzień się zaczynał, w Imię Ojca i Syna
tato zbierał z pól zboże, potem zawoził do młyna.
Mama chlebuś upiekła krzyżem go przeżegnała,
pokroiła na kromki dzieciom swoim podała.
Potem usiadła przy lampie z długim knotem , naftowej,
czytając nam książeczki w długie wieczory zimowe.
A co tydzień nas wiodła, w każdą jedną niedzielę
do miasta Jordanów na Mszę Świętą w kościele.
Tak mijały nam lata w miłym domowym ognisku,
trzeba go było opuścić bez szlochania bez pisku.
Tato nauczył roboty ,mama uczyła mądrości,
jak szanować honoru, Boga , wiary , miłości.
Dzięki Tato za życie, dzięki Mamo za wiarę,
dziś po latach w starości kocham Was ponad miarę.
Myślę że córkom się udało, mamy rodzinki swoje,
które bardzo kochamy, tak jak oni we dwoje.
Dzięki Wam moi Rodzice, kocham swoje wnuczęta,
kiedy widzę maluchy staram się być   uśmiechnięta.

                                S.Małysa 

WIERSZE STEFANII MAŁYSY ZNAJDZIESZ W INNYM MOIM BLOGU "PISANE ŻYWIECKĄ GWARĄ" W KATEGORII " TEKSTY STENI"

Zadanie z przyrody
    
 Siedziałak jo we wsi
na piyknyj polanie
a były tam
kwiotki i gniozdo bocianie.
Na tyj łące we wsi
widziałak już nieroz
bocianów trzy kopy
do potyngi zero.
       Kwiotków zaś tu wiela
i tyk nie policys
i  choćbyś się zawzion
mózgu nie wyćwicys.
Lepi polic dobrze
w tym wiyrsu zadanie
ile ptoków miało
to gniazdo bocianie.
Dołóz do nik jesce
dwa pierwiasrki z śtyrek
a będzie tyk ptoków
wtyncos bardzo wiele.
Jak już wiys ile jes
bocianów a mos chynć
pomnóż ik przez liczbe
dwa silnia i przez piynć.
A potym łodyjmij
łod tego śterdzieści
bo tela bocianów
w gniozdzie się nie zmieści. Hej!

                             S. MałysaW KATEGORII "TEKSTY STENI" 

 

 

To najpiękniejszy wiersz o Janie Pawle II a napisała go moja przyjaciółka z lat licealnych . Stefania Kraus - Małysa .

Górole pytajom

Autor: stefamiamalysa

jakoz Ci tam w niebie Papiyżu kochany
cy tam som syrokie Jezusowe bramy
jak sie tam wystyrmać jak długo drabina
cy za kozdy scebel straśnie trzeba trzymać
a cy tam som góry jakie kochos - Tatry
cy wieje tam halny abo inse wiatry
cy kozice w niebie hybajom radośnie
i ptosek zaśpiywo ło świcie na sośnie
cy Maryja Panna mo w kwiotki spódnice
Świynty Józef serdok kiyrpce parzenice
cy do sie w kółecko ciupagom wywijać
i cy w niebie Świynci mogom sie wymijać
cy krymówki lepse niźli w Wadowicak
i piyknie w niebieskik Maryjnyk kaplicak
cy poli sie watra tako jako u nos
cy przy niyj kiełbase na kiju utrzymos
a moze sie wije tam kosodrzewina
i Świynty na hokak u skały sie trzymo
moze Ci tam grajom skrzypecki siarcyście
i BARKE śpiywajom Świynci urocyście
musi ześ Ty widzioł mojego Janioła
co mie wydar śmierci kie wedle mnie stoła
jo sie wartko zwyrtła ziynyła pod skrzydła
bo mie juz choroba na funty łobrzydła
cy sie echo w lesie niebieskim łozlygo
i cy tyz głośniyjse niźli w Tatrak bywo
powiydz mi to powiydz bo jo wiedzieć kciała
co by k sie ku Tobie rada wystyrmała
cy duzo tam miyjsca lo Twoik łowiecek
coś je tu łostawił cy jes tam przypiecek
cy łoscypka nojdzies kie Ci chyntka przydzie
cy se mozes siednąć z matulom na przyzbie
cyś sie spotkoł z bratym ze siostrom i z łojcym
pewnie Cie witali cynstowali cejcym
syćka my som pewni nie siyngnie Cie kula
i Maryja Panna do serca przytula
cy sie dali tropis ło Łojcyzne swojom
ka ludzie cyganić i kraś sie nie bojom
cni sie tu bez Ciebie nas Bracie kochany
i cliwo ni mo kto powiedzieć: doś pany
bogacić sie kostym ućciwyk ludzisków
doś wadźby cygajstwa wyzysku ucisku
Janie Pawle Wielki Górolu z Wadowic
jakoz Ci haj w niebie pytomy Cie powiydz.

STEFANIA MAŁYSA .

https://www.youtube.com/watch?v=9ARl-52Bzas

Jan Paweł II

Górole pytali , pytać jesce bedom.

Pytali górale , jakoz Ci haj w niebie,
pytania warciutko furgnyły do Ciebie,
tam Cie błogosławił som Bóg a nas Łociec,
ka za Twom przyczynom prośby mogom dotrzeć.
Dziś dalej  pytajom, wstawioj sie za nami,
siostrami i braćmi, znacy Polokami
co to cejniejako rządzom Twom Łojcyznom,
i straśnie marnują Twojo ojcowizno.
Firmy upadają, bezrobocie kwitnie
a syćka u władzy bogacom sie sprytnie,
Całowołeś ziymie  kijeś tutok przybywał
a rząd ziymi polskiyj łatwo sie wyzbywo.
Janie Pawle Wielgi, Ty to widzis z góry,
pytom, nie zaboc se prośby polskiej córy,
co Ciebie uwielbio – Górola z Wadowic,
ło syćkik przekryntak Maryji łopowiydz.
Ućciwyk górali w kraju jesce wiela,
widzis ik w kościele kiej przydzie niedziela
kapele Cie sławiom, skrzypecki Ci grajom,
Barke uroczyście górale śpiywajom.
Przecie syćka pewni ześ Świynty i basta,
tam Ciebie przyjyna Nojświyntso Niewiasta.
Styrmołeś sie w niebo łochotnie za zycio
i kozdziutki górol Tobom sie zachwycoł.
Wiedziałeś co przyszłość teroz sie zacyno,
Polska ci jes wdzincno i niy zapomino
Kiej watry sie polom na sycie górecki,
dymy dotykajom u nieba chmurecki
i snujom sie dalyj w niebieskom kraine,
łogrzoć rada kciały w stajynce Dziecine.
Pytomy Cie straśnie, miyj ze nos w łopiece,
wstawioj sie za nami jak mozes dalece,
byśmy tu wolności do cna  niy zmrawili ,
i Świyntego Ducha zaś niy łobrazili.
Przecie przybył wartko na wezwanie Twoje
i nasom Łojcyzne łobdarzył pokojem.
Górale pytali  i pytać Cie bedom
a łodebrać Boga górol sobie nie do. Hej!!!!
.


                                              S. Małysa

piątek, 15 stycznia 2016
Stefania Małysa
Opowiadanie podbabiogórskie wierszem

Pod Babią Górą i polskim niebem leży mieścina Makowem zwana

że Podhalańskim, to dziwne trochę zamiast Beskidzkim. Tak, proszę pana.

Beskid Makowski, piękny krajobraz u stóp królowej całych Beskidów,

tu możesz bracie doznać olśnienia, zobaczyć wiele w przyrodzie cudów.

Lecz pewnie nie zna pan tej historii, która to Maków tworzyć zechciała, starego rynku, tartaku, ulic, pani kochana też nie widziała.

Zacznę od rynku, gdzie chata z drzewa, wiekowa lipa z kapliczką świętą,

gdzie się toczyło życie miastowe, dojść można było uliczką krętą.

Gaździna ze wsi w chustce na głowie chce sprzedać jajka, osełkę masła,

serek gnieciony, kurkę czubatą, na jarmark wyszła, gdy gwiazdka zgasła.

Widok na rynku dla oczu miły, początkiem pierwszej połowy wieku {xx}, chałupki małe, skromne, schludniutkie, chciałbyś zamieszkać.

Czyż nie, człowieku?

Czyste powietrze, aut ani śladu, kot z pieskiem nawet w zgodzie tu żyją,

ludzie zmęczeni, zapracowani, przyszli na rynek, trosk swych nie kryją.

Chmury pierzaste niebem się cieszą, na lipie ptaki ucztę swą mają, chciałbyś zapytać : jak tu się żyło? - tych co kupują, tych, co sprzedają.

Przejdźmy się dalej razem po mieście, ulicą główną.{za dawnych czasów}

Tu większość domów było drewnianych, nie żałowano drzew ani lasów.

Pipiersberg, to żyd, sklep miał na rogu, handlem się trudnił, to kupowano, czasem materiał na dwie spódnice, czapkę kapelusz, maść na kolano.

Do miasta zawiózł konik na wozie, siwek kochany albo kasztanek,

pod kościół prosto w każdą niedzielę. Gazda zaprzęgał, gdy nastał ranek.

Stara apteka, ta „Pod Aniołem” witała w progu chorych od świtu,

Lankau czekał, badał doradzał, był przeznaczeniem i panem bytu.

Mówił mi o nim Miechle niejaki, któremu na chrzcie Józef zadano,

stary weteran i stróż wolności, której to radzi strzec dzisiaj PANOM.

Akowcy: WICHER, LOLEK I CICHY pomniki wznoszą w naszym Makowie,

a każdy pomnik ma swą wymowę i o historii miasta ci powie.

Jeśli zechcecie pójść dalej ze mną, pokażę tartak, starą cegielnię,

tu belek stosy, tartaczna piła, murarz sam zrobi hebel i kielnię.

Z drzew będą deski a z desek beczki, które to browar zamówił przecie,

piwo i wino chłop wypić pragnie w niedzielę w szynku, pewnie to wiecie.

Ręce wciąż bolą, nie swędzą nogi, ciężka robota, przyznacie sami.

Odpocząć warto, usiąść przy stole, no i pogadać, wypić czasami.

W cegielni cegły ręcznie robiono a z drewna stolarz strugał wrzeciono,

na kołowrotku tkaczka zatkała i wełnę zwinnie nocami tkała.

Inna kobieta swetry zaś plotła, co naśmieciła zamiotła miotła.

Miotły też gazda plótł sam jak umiał, wiklinę ścinał, gąszcz wiklin szumiał. Na targ do rynku kto mógł to bieżał, swe tajemnice czasami zwierzał.

Życie jest ciężkie, spójrz na tę chatę, w której to mieszka rodzina cała,

chatka niewielka, gontem przykryta, bielona wapnem, wewnątrz też biała.

Staruszek z laską kózek pilnuje, trawę baranek posłusznie skubie,

babcia na plecach wodę w dom wniesie, strawę przyrządzi sobie i Kubie.

Dziadek zwierzętom trawy nakosi, przywiezie wózkiem małym, drewnianym, naprawi płotek przed swoim domem, zajmie się dyszlem w wózku, złamanym.

Przed domem putnia, tara i brudy, wyprać je trzeba ręcznie, wypłukać

w strumyku zimnym, wykręcić mocno, i grzybów w lesie rankiem poszukać.

Wije się strumyk pośród kamieni, stańmy na kładce, spójrzmy na wodę,

dno jest przejrzyste, ryby pływają, widać w przyrodzie harmonię, zgodę.

Jak milo tędy wędrować z wami i słuchać szumu wody i lasu,

Może tu sarna nagle się zjawi, ptaki narobią śpiewem hałasu.

Przed nami góra, więc pójdźmy wyżej, może spotkamy dzika po drodze.

Chyba nie pójdę, bo za wysoko, zmęczę się szybko, zasapię srodze.

Hafciarska szkoła powstaje w mieście, dziewczyny hafty, koronki plotą,

szyją obrusy, pościel, makaty, to artystyczną zwie się robotą.

Chłopcy zaś meble uczą się robić w szkole stolarskiej, w środku Makowa,

być kolejarzem, pocztowcem, belfrem trzeba wyjechać aż do Krakowa.

Maków rozwijać mógłby się śmiało, gdyby nie wojna pierwsza i druga,

niewola niszczy ducha narodu, ten się powoli do życia dźwiga.

Czas mija, mija, miasto się zmienia, powstają nowe domy, ulice,

rynek kamienny, stadion sportowy, mecz grają chłopcy, krzyczą kibice.

Spacer po rynku w dwudziestym wieku relaksem nie jest i już nie będzie,

ludzie zmęczeni, pieniądz się liczy, moc samochodów i spraw w urzędzie.

I trosk przybyło, potrzeb jest więcej. Gdzie kupić dywan i telewizor?

To żadna sztuka bracie ci powiem, gdy dysponujesz obcą dewizą.

Sklepów przybywa jak grzybów w lesie, padła komuna i wszystko wolno, rolnicy pola swe opuszczają, trudno przejść przez nie ścieżyną polną.

Bieda zagląda do wielu domów, pracy tu nie ma, zakłady padły,

trzeba wyjechać, dzieci zostawić, inflacje w kraju pensje nam zjadły.

A do kościoła po nowych schodach w górę się wspinać jest tutaj miło,

wewnątrz obrazy, Matka w koronie, przed Jej obliczem serce zabiło.

Ogrojec zdobi schody i cegły, które nazwiska wyryte mają

tych, którzy schody te fundowali, dzwony na wieży na Mszę wzywają.

Makowska Pani w złotej koronie, Królową rodzin dla nas wspaniałą,

w ołtarzu głównym czuwa nad nami, naszą Patronkę w świecie też znają.

Maryję Papież w korony zdobił na Błoniach miasta Krakowa jego,

jako kardynał miasto pożegnał, stał się pasterzem świata całego.

Był tu w Makowie, modlił się, gościł, spotkałam się z nim, dłoń uściskałam

a gdy powracał do Polski z Rzymu, wraz z rodakami z wiarą witałam.

I Makowianie też go kochali, siał miłość wszędzie, przemawiał szczerze,

Ojczyźnie swojej służył uczciwie, z Panną Maryją zawarł przymierze.

Nie zdradził nigdy Polski- Ojczyzny, przepraszał za tych, którzy kłamali, przebaczył z wiarą swemu wrogowi i tym, co rany od kul zadali.

W kościele naszym modły zanosił, Makowska pani go wysłuchała, jako kardynał mógł wyjść na rynek z procesją świętą Bożego Ciała.

W Makowie moje mijają lata, komuna padła, Papieża sprawa,

wolność znów z trudem trzeba odzyskać, bo stan wojenny, to nie zabawa.

Wcześniej dwie wojny miasto zniszczyły: pierwsza i druga, historia sroga,

teraz o wolność tu przed Maryją prosimy mocno Matkę i Boga

A tym, co życie w ofierze dali, za ziemię naszą, Ojczyznę miłą,

wyprostuj ścieżki i weź do Siebie, serce ich polskie dla Ciebie biło.

Pomnik na rynku- dowód wdzięczności, rodacy wznieśli im ku pamięci, niechaj przemawia do mas szerokich, jak przemawiają do nas dziś święci.

Wam drodzy moi i sercu bliscy jestem też winna pamięć i troskę,

poezję z serca swojego wznoszę, za wolną wam dziś dziękując wioskę .

niedziela, 13 grudnia 2015

Stefania Małysa: Zima

Chodzi po świecie srebrzysta zima
 i zbiera ślady zwierząt po drodze,
a ja mam ciepło, mnie się nie ima,
zwierzętom za to dokucza srodze.
Głód im doskwiera, więc serce kruszę,
wiozę do lasu siano soczyste,
ptaki nakarmić ziarnem się spieszę
biesiady ujrzeć chcę uroczyste.
Zima skończyła już rok dwunasty
dwutysięcznego pierwszego wieku
a rozpoczęła nowy – trzynasty,
znów jesteś starszy o rok człowieku.
Masz może chwilę by  się zadumać
nad swą włóczęgą po białych ścieżkach,
bezzwłocznie piękną chwilę zatrzymać,
ujrzeć gdzie niedźwiedź tej zimy mieszka?
Na horyzoncie bieli mieniącej
dojrzysz z pewnością Orła Koronę,
poczujesz serce na wskroś gorące
wnet go uraczysz swoim ukłonem.
Droga jest śliska, ciało się zwali,
oczy zobaczą niebo błękitne,
to kolor , który w oczy nie pali,
dusza w widoku owym zakwitnie.
Gdy się zakończy srebrzysty luty,
nadzieja ciebie z nizin podniesie,
czym prędzej ściągniesz puszyste buty,
słońce ci w darze wiosnę przyniesie.

Górole Babiogórscy

Piykne stroje majom, dziywecka z hajdukiym,
pod bok sie trzymajom zatojcujom z hukiym.
Dziywecka w spódnicy błynkitnyj jak niebo,
biołe kwiotki na niyj, toniyc jyj potrzebom.
Spod spódnice halka wyziyro ku ziymi,
haftowano ryncnie w kwiotuski bez ciyni.
Zaś w pasie zopaska związano łod tyła,
cało haftowano, a jakoz by była.
Gorset wysywany z sukna ziylonego,
pod syjom korole i chusta do tego.
Hej, wiycie, do twarzy w tym stroju dziywecce,
chłopok dojrzy wartko i ryg- cyk jom zekce.
To ta i górolik pilnuje góralki,
by sie niy zalycoł niy porwoł jom cołkiym
jakisik ze świata co to sponiywiyro,
i łez piyknyj żony niy bedzie łociyroł.
Górol mo ciupage, uzyje jom z chynciom,
kiedy niepiloki wedle niyj sie kryncom.
Góralce sie widzi górola ubranie
kiyrpce i gunionki pasym przeposane.
Kosula i serdok haftowany piyknie,
na głowie kapelusz , serce w piersi miynkie.
Górol to niy ciućmok i niy kuternoga,
uwielbio dzieciska, prowadzi do Boga.
Hałastre przegoni, zno sie na gazdowce,
i krowe podoi i napasie łowce.
Górolka mo warkoc do samego pasa,
a na nogak kiyrpce gładkie, bez obcasa.
Jak zagro kapela to i  rusy w tany,
niebo sie łozchmurzy ze Jezus Kochany.
W dziyzce ciasto zrobi i upiece chleba,
górolowi śwarnyj góralki potrzeba.
Panowie brzuchoce, góralka nie dla was,
chaciato chodzicie, pod brzuchym twardy  pas. Hej!!!

                                                       S. Małysa

O Przyjaciółko moja, Babiogórska Ziymio,

rankiem ty budzis mnie do zycio właśnie,

jo pokochała ciebie jako dziecko

i kochać bede co zycie nie zgaśnie..


Ty, co widokiem dech w piersi zatykos,

kiej stopa stanie na scycie górecki,

jeześ urodno, co powietrze łykom,

dziwie sie straśnie kiej uźre łowiecki.


Zieleń tu piykno i straśnie zielono,

sosny i świyrki bogate i cudne,

jesceś piykniyjso, kiej watry zapłoną,

jeno chmurecki jakiesik marudne.


Królowo twoja to góra jes Babio,

nik co do tego wątpliwości nimo,

kozdego chłopa u scytu łosłabio,

ledwo na nogak hajducek sie trzymo.


Złe duchy syćkie w Diabloka praśniynte,

Góro ty moja , wierna Przyjaciółko,

pełnaś tajymnic, przytulny zakątek,

i przyłodzioto casym na złoś chmurkom


Zawoje, Przysłop i Grzechynie Górno

łodwiedzić potrza, widoki podziwiać,

pogoda casym jes wietrzno i chmurno,

ba, twoje dusy ni myśli wykiwać.


Zwierzynie straśnie dobrze sie powodzi,

som sarny, dziki, kozice, zające,

hybajom raźno kiej wiesna przybedzie,

abo i jesień, cy lato gorące.


Jes orzeł przedni, nase miłowanie,

furgo nad Babią i nad dróżkom polnom,

pokiela furgo, dejze Boze Panie,

co by ta ziemia była jak Ty , wolno.


Som na tyj ziymi babiogórskiej sławnej

mogiły ludzi co zycie łoddali,

pomniki wozne i na przekór jawne

Makowskie Góry, Malinowe Hali.


Serce by k kciała łostawić w Wysokiej,

kaj to polegli partyzanci wioski,

co wroga bili w miyjcowym „ wykopie”

zycie łoddali z miłości i troski.


Z temtela widać Tatry w Zokopanym

powietrze cyste, jes cym tyz oddychać,

przy Matce Boskiyj pocujes sie panym,

po drodze lasym kukułecke słychać.


I w kozdy wiosce, w kozdym prawie mieście

jes mogił wiela tyk co cie kochali,

niek zmiłowanie Pon Bóg na nik ześle,

by sie do nieba za miłoś dostali.


To Tobie Ziymio Babiogórsko grali,

kiejś przykrywała wielkik patriotów,

co to twą ziymie wiernie uprawiali ,

ściyrajoąc przy tym wielkie krople potu.


Dajes nom Ziemio chlyb na poświyncynie,

grzyby, jagody i drwa na podpołke,

w źródełku woda smakowito płynie,

przy nim se stawiom twyk plonów kosołke.


Łąki przecudne kiej se zakwitają,

wiesnom i latym zdobią cie ma Ziymio,

ciesom sie ludzie co ciebie kochajom

modzi, łodważni i ci co juz drzemią.


Kiej tu przychodzom Śwynta Narodzynio,

lasy przykrywo pierzynka puszysto,

kolyndy piykne z chat, z kościołów płyną

a tyś bieluśko, srebrzysto i cysto.


O Przyjaciółko moja, Babiogórska ziymio,

co rankiym budzis mnie do zycio właśnie,

jo pokochała ciebie jako dziecko

i kochać bede co zycie nie zgaśnie. Hej.

Miłośc to PRZYRODA , jyj cuda i dziwy ,

kto kocho przyrode , tyn cłowiek prawdziwy .

To łąki kwitnące , to lasy smrekowe ,

zwierzyna i ptoki , i drózki milowe .

To potoki górskie , wschody i zachody ,

wiaterek i dyscyk , słońce , niepogody .

To ksiynzyc rogaty i gwiozdy na niebie ,

i PON BÓG , co wyzyj , a pokochoł Ciebie .

Doł nom Syna swego , by miłośc nios światu ,

u stóp Babie Góry dziękujemy za to .

 
1 , 2